13 sierpnia 2010
Teraz rozmawiamy o naszych stronach, wspominam Mazury, które tak samo kocham jak Gdynię. Czekam na swoją łódkę "Ostatni Mohikanin", która ma dopłynąć w przyszłym tygodniu. Obawiam się tylko australijskich celników, którzy czasem przetrzymują przesyłki bez logicznego uzasadnienia. Wiem to od znajomych z innego Teamu Campusa (sam należę do Alpinus Expedition Team), wyprawy.onet.pl którzy w tym samym czasie kiedy byłem w rejonach Kimberley w polnocnej Australii, przemierzali szlak Canninga. Michał wspominał, że przez 7 dni trzymano ich samochody, bo celnikom się coś nie podobało. Australia posiada specjalne regulacje co do przywożonego towaru. Bardzo trudno wwozić żywność, a jeszcze gorzej wygląda sytuacja z drewnem. Czasem zdarza się, że także sprzęt wwożony musi przejść kwarantannę żeby przypadkiem czegoś nie przywieźć z Europy-mowa o jakiś zarazkach, bakteriach. No, ale zobaczymy. Chcę łódkę sprawdzić i przetestować, następnie wracam do Polski, tak jak było ustalone i później znów powrót. Teraz zbieram jak najwięcej informacji, żeby wszystko było pewne, żeby jak najwięcej problemów rozwiązać na lądzie. Ostatnio w towarzystwie mojego kolegi Michała Kozok analizowaliśmy sytuację w Cieśninie Bassa.
Spotkałem się z Justin Jones, Crossing the Ditch World First Trans Tasman Kayak Expedition, tutejszym guru młodego pokolenia. W towarzystwie swojego przyjaciela Jamsa Castrission w specjalnie przygotowanym kajaku przepłynął z Sydney do Nowej Zelandii. To był światowy wyczyn na wodzie. Justin udziela mi cennych rad od 6 miesięcy, doradza. Rozmawialiśmy o wielu sprawach, ale nasze przemyślenia skupiły się na prądach morskich u wybrzeży Tasmanii oraz wyspy Flinders. Po prostu powiedział: Marcin, żeby przejść Bassa łódka musi być szybsza od prądów. Nie można spać w Bassa w łódce- to zabójstwo. Dwa prądy zderzają się i nie tylko powodują największe fale, ale kręcą łodzią jak w wirówce. Powstaje przez to gigantyczna fala. Trzeba mieć to na uwadze. Website: www.crossingtheditch.com.au
Justin aktualnie razem z kolegą wybierają sie na Ziemię Baffina na trening, po to, żeby w przyszłym roku zdobyć biegun południowy. Wraz z Michałem Kozok wysłuchiwaliśmy rad bardziej doświadczonego kolegi. Jego obserwacje i przeżycia są bezcenne, przepłynął Morze Tasmana i nikt nie ma podobnego doświadczenia na takich jednostkach pływających, Odwiedziłem też tutejsze Muzeum Morskie w Sydney Przyglądałem się uważnie relacjom z regat Sydney Hobart z 1998 roku, kiedy to utonęło 5 żeglarzy. Przeszedł tam sztorm doskonały - bo takie są na Morzu Tasmana u wybrzeży Tasmanii i w Cieśninie Bassa. Przyglądałem sie i zobaczyłem jak jedna z osób ze łzami w oczach ogląda film z tamtego wydarzenia. Był to mężczyzna koło 60 - tki, może trochę więcej. Wpatrywał się w obraz, wyglądał na zmęczonego i bardzo smutnego. Nie wiedziałem o co chodzi, ale zainteresował mnie ten facet. Coraz mocniej zaciskał zęby i pięści. Zapytałem o co chodzi... spojrzał na film, na mnie i powiedział: "W tych nieszczęśliwych dla 98 roku regatach brał udział mój syn. Zginął na morzu. Nie zdążyli go uratować. Pomoc przyszła za późno. Był sztorm doskonały - dodał.... Od czasu, kiedy to muzeum pokazuje te wydarzenia z 98 roku, raz w tygodniu tutaj przychodzę - dodał. Zamarłem. Dłonie moje stały się lodowate. Myślę, ze ten kadr z tego spotkania zostanie w mojej pamięci do końca życia.
Analizuję teraz film, który podarował mi Justin: Crossing the Ditch. Najtrudniej jest mi z czekaniem, bo każde czekanie trawi umysł, bo przychodzą myśli niekoniecznie te właściwe - co zrobić, jak to będzie, dlaczego. itp Powstają różne pytania, zwłaszcza po takim spotkaniu jakie miałem - mowa o tym Panu spotkanym w muzeum.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie
Marcin
6.08.2010
Od dwóch dni jestem w Melbourne. Dziś odwiedziłem
Wilsons Promontory, półwysep w stanie Wiktoria, który jest
najdalej na południe wysuniętą częścią kontynentu
australijskiego. Odkryto go i nazwano prawdopodobnie przez
kupca Tomasza Wilsona zanim jeszcze założono stolicę Wiktorii,
Melbourne. Mówi się, że ten chroniony park narodowy jest jednym
z najpiękniejszych miejsc w Wiktorii. I mogę to
potwierdzić.
Burzliwy ocean uderza tu w klify z niezwykłą siłą.
Woda ma ok.7 stopni. Widok jest naprawdę niezwykły
i fascynujący, zwłaszcza dla kogoś takiego jak ja, który
kocha morze.
Najlepszy czas na przepłynięcie legendarnej cieśniny to luty,
marzec.
Pozdrawiam z Cieśniny Bassa
Marcin
1/08/10
Po pokonaniu ponad 4 tys. km dotarłem nad ocean i do
Adelaide. Zakończyłem etap przeprawy przez Australię
z Północy. Przez Zachodnią Australię - Kimberley do
Newman, później przeprawa pieszo - samochodowa pustynią Gibsona
- bo rozwożąc wodę przemierzyłem ją z Bogusławem
Stańczykiem, później 170 km pieszo z wózkiem.
Ostatni etap-droga do Adelaide był "z górki". W ciągu 6,5
godziny byłem w stanie pokonać 110km, ale średnio dziennie
pedałowałem po 10 godzin. Następnie dotarłem do Port Augusta a
później już była prosta droga do Adelaide. W tym czasie
dopadały mnie ulewy, burze, silne wiatry, w wyniku czego
dwukrotnie pękł mi stelaż w namiocie. W sumie licząc
od 30 maja rowerem pokonałem 4300 km.
Dla mnie była to przeprawa z Północy na Południe zygzakiem
- istny maraton rowerowy w stylu Tour de France
(postanowiłem, że więcej na rower juz nie wsiądę - to był
aspekt sportowy, a ja zuję się bardziej związany teraz
z naturą, nie ze sportem). Zwłaszcza etap przez południową
część Pustyni Gibsona - jadąc ocierałem się o ten
region, choć to nie to samo co interior pustyni, jej
wnętrze.
Obecnie jestem u bardzo przyjaznych Polaków, których
poznałem jeszcze będąc w Gdyni. Odpoczywam kilka dni, chcę
sprzedać rower na dalszy etap finansowania projektu, bo budżet
mój się kończy. Założyłem plan, że dotrę do Melbourne, na
sam koniec Australii, gdzie rozpościera się juz otwarty ocean. To
z Wilsons Promontory National Park - najdalej na południe
wysuniętej części kontynentalnej Australii jest przepiękny
widok min. na Cieśninę Bassa.
Kolejny punkt, do którego chcę dotrzeć to Port Welshpool w
stanie Victoria. Z tego miejsca zaprzyjaźnieni Australijczycy
rozpoczynali przepłynięcie legendarnej Cieśniny Bassa.
19 sierpnia spodziewam się mojej łodki w Sydney. Osoba
upoważniona przez Bogusława Stańczyka z firmy Orbis Express
ma odebrać ją wraz ze mną. Potem rozpoczną się testy. Poza tym
muszę ją przebudować. Posłucham Arka Pawełka. Rodzą się we
mnie różne myśli na temat wytrzymałości mojego sprzętu. Tak
jak wcześniej pisałem nie jestem do końca pewny tej łódki,
więc muszę wszystko przemyśleć. Stąd mój wyjazd do Melbourne
ażeby przeanalizować falę przybojową zatoki i porozmawiać
z ludźmi, którzy żyją nad oceanem. Morze Tasmana wraz z
Cieśniną Bassa stanowią jeden z najbardziej niebezpiecznych
wodnych akwenów świata. Wspomniany Arek Pawełek rozmawiał z
kpt. Jarkiem Kaczorowskim, uczestnikiem regat The Race na
Warcie - Polpharma. To człowiek który w morzu i na
morzu zdarł niejeden paznokieć. Obaj zgodnie sugerują, żebym
się dobrze zastanowił nad konstrukcją łódki, bo jak niegdyś
kapitan Uherek powiedział: "morze nie lubi głupich
i pijanych", stad tyle rozsądku. Wypłynąć można, ale nie
chodzi o to, żeby stracić sprzęt na pierwszej fali.
A może i zdrowie a nawet życie. Moim celem jest
zrealizować postawione sobie zadanie. Dlatego potrzebuję
obserwacji i analizy. Zobaczymy. Wielkie podziękowania
składam na ręce Pana Dominika Popiela za pomoc w tej
spedycji-wielkie dzięki!
Adelaide to miasto położone u wejścia Zatoki św.
Wincentego. Wczoraj podjechałem nad zatokę żeby zobaczyć
tutejsze fale. Są olbrzymie, nieprzypadkowo więc to doskonałe
miejsce do uprawiania surfingu. Woda zimna, bo w tej chwili
panuje tu australijska zima. Chodzę więc w polarze
i puchowej kamizelce. Jest tu też inna wilgotność, więc
i odczuwalność temperatur. Jest ok. 10 stopni, ale
człowiek marznie.
Podsumowując: Dzika podróż przez Australię z pewnością
dała mi dużo do myślenia. Wiele zrozumiałem i wiem juz
gdzie moje miejsce na ziemi, ale o tym nie będę pisał.
Niegdyś już pisałem i Australia mnie w tym
utwierdziła...
Chcę podziękować mojemu bratu, żonie oraz ojcu za pomoc w
trakcie tej przeprawy.
Dziękuję wszystkim i teraz trzeba czekać na dalszy ciąg
przygody.
Dla mnie ta wyprawa była też podróżą z Kapuścińskim.
Przeczytałem książkę "Kapuściński NON -FICTION"- biografię.
Przypomina mi się jak Kapuściński odbywał swą dziką pierwszą
podróż.
To od niego uczyłem się pisania reportaży. Lektury
Kapuścińskiego pokazywał mi Piotr Strzałkowski. Teraz, kiedy
skończył się żywot najsłynniejszego Herodota - reportera i
kiedy skończyłem czytać jego biografię, zrozumiałem słowa
które wcześniej przeczytałem właśnie u Kapuścińskiego:
"Znam wielu ludzi, którzy mimo świetnych zapowiedzi, niczym
pełnotłuste i dobrze nastawione mleko, zwarzyli się lub nie
zsiedli. Zastanawiam się dlaczego. Myślę, że przyczyną jest
niezdolność do wewnętrznej koncentracji nad swoim powołaniem.
To wymaga wysiłku. Strasznego wysiłku."
Dlatego też uważam, żeby zrozumieć prawdziwą przygodę trzeba
być w środku jej wydarzeń (czuć piach w ustach
i słońce na karku), tylko wtedy można zrozumieć to
wszystko, tę całą "poezję wędrowania", gdzie musi istnieć
chemia miedzy jej uczestnikiem a drogą.
Marcin
Pozdrawiam z Adelaide