Dla mężczyzn z pasją

Relacje z Cabo Verde

W 15 minut po śniadaniu jesteśmy już w pontonie i płyniemy w stronę plaży. Jesteśmy już wyćwiczeni w wysiadaniu na brzegu. Fale są silne. Zbliżając się do plaży czekamy na przybój (nadejście fali, które ułatwi wciągnięcie pontonu na brzeg). Na hasło wyskakujemy z pontonu do wody łapiąc za uchwyty umieszczone na burtach. Płyniemy do plaży, śmiejąc się i krzycząc niczym desantowani żołnierze Marine. Rozkładanie kite'a przebiega coraz sprawniej. Po chwili, na tle piaszczystej plaży i lazurowej wody widnieją trzy majestatycznie zawieszone latawce. Widać, że każdy ma już pełną kontrolę i pozwala sobie na wiele manewrów na plaży. Dziś instruktorzy zapowiedzieli wejście do wody. Dobieramy się dwójkami celem właściwej asekuracji. Ćwiczenie polega na halsowaniu prawym oraz lewym halsem na płytkiej wodzie. Niestety silny prąd i fale mocno utrudniają prowadzenie kite'a. Trzymamy jedną ręką za bar druga zaś wyciągnięta jest do przodu i służy jako fin pozwalając utrzymać kierunek. Umiejętność ta (body drag) jest niezwykle przydatna gdy musimy np. podpłynąć do deski. Po kilku minutach cała grupa halsuje w wodzie w jedną i drugą stronę. Latawce od czasu do czasu lądują na wodzie ze względu na silne fale, które w nas uderzają uniemożliwiając kontrolowanie kite'a. Tak trudne warunki hartują nas w boju. Szybko nadchodzi godzina obiadu i czas wracać na majestatycznie stojącą w oddali łódź. Udaje nam się spotkać kraba beztrosko podróżującego po plaży. Krótka sesja zdjęciowa ze skorupiakiem oraz kilka ataków na fale i pakujemy sprzęt. Ponton jest już blisko. Pozostała część zespołu pomaga wciągnąć go na plażę i obrócić we wstecznym kierunku. Wysyłamy część drużyny ze sprzętem w kierunku katamaranu, reszta płynie w pław. Na miejscu czeka na nas suto zastawiony stół, na którym czeka rybna lasagne'a. Zapada cisza świadcząca o wysokim poziomie kulinarnym podawanych tu potraw. Po energetycznym posiłku czeka nas długa podróż. Kapitan ostrzega, że będzie bujało. Poprzedniej trzygodzinnej podróży mile nie wspominamy. Nie ma opcji przebywania pod pokładem. Wszyscy po chwili pojawiają się na trzecim, najwyższym pokładzie. Płyniemy pięć godzin. Fale są ogromne. Staramy się spać. Niebywałymi atrakcjami są jednak latające ryby, potrafiące przelecieć kilkanaście metrów (na jednym ze zdjęć w czerwonym kółku) oraz trałowanie za łodzią woblerów na tuńczyki. Dopływamy do Santo Antao, wyspy położonej najbardziej na północ. Niestety nie udało nam się nic złapać. Jesteśmy tak wyczerpani podróżą na falach, że kołysząca w porcie łódź nie przeszkadza nam w oglądaniu filmu. Po seansie na stole pojawiają się pieczone udka kurczaka. Jesteśmy wykończeni. Wszyscy idziemy do kajut ze świadomością porannej pobudki. Jutro czeka nas kolejna atrakcja- trekking po malowniczej wyspie. Z pozdrowieniami- Ekipa AA Men

Lokalizacja


Galeria

O wyprawie

Cabo Verde

Rzuć wszystko, pakuj się i jedź na Cabo Verde!

Cabo Verde - rajski zakątek Oceanu Atlantyckiego

więcej »

Sonda