Relacje z Cabo Verde
Dzień 6 - kurs na Santo Antao 03/05/2011
Dzień rozpoczynamy tradycyjnie szybkie, ale smacznym śniadaniem. Zajadamy się jajecznicą zagryzając gorącym pieczywem z pieca. Okazuje się, że wiatr wieje z mocą 20 węzłów i wciąż przybiera na sile.
W 15 minut po śniadaniu jesteśmy już w pontonie
i płyniemy w stronę plaży. Jesteśmy już wyćwiczeni
w wysiadaniu na brzegu. Fale są silne. Zbliżając się do
plaży czekamy na przybój (nadejście fali, które ułatwi
wciągnięcie pontonu na brzeg). Na hasło wyskakujemy
z pontonu do wody łapiąc za uchwyty umieszczone na burtach.
Płyniemy do plaży, śmiejąc się i krzycząc niczym
desantowani żołnierze Marine. Rozkładanie kite'a przebiega coraz
sprawniej. Po chwili, na tle piaszczystej plaży i lazurowej
wody widnieją trzy majestatycznie zawieszone latawce. Widać, że
każdy ma już pełną kontrolę i pozwala sobie na wiele
manewrów na plaży. Dziś instruktorzy zapowiedzieli wejście do
wody. Dobieramy się dwójkami celem właściwej asekuracji.
Ćwiczenie polega na halsowaniu prawym oraz lewym halsem na
płytkiej wodzie. Niestety silny prąd i fale mocno
utrudniają prowadzenie kite'a. Trzymamy jedną ręką za bar druga
zaś wyciągnięta jest do przodu i służy jako fin
pozwalając utrzymać kierunek. Umiejętność ta (body drag) jest
niezwykle przydatna gdy musimy np. podpłynąć do deski. Po kilku
minutach cała grupa halsuje w wodzie w jedną
i drugą stronę. Latawce od czasu do czasu lądują na wodzie
ze względu na silne fale, które w nas uderzają
uniemożliwiając kontrolowanie kite'a. Tak trudne warunki hartują
nas w boju. Szybko nadchodzi godzina obiadu i czas
wracać na majestatycznie stojącą w oddali łódź. Udaje
nam się spotkać kraba beztrosko podróżującego po plaży.
Krótka sesja zdjęciowa ze skorupiakiem oraz kilka ataków na fale
i pakujemy sprzęt. Ponton jest już blisko. Pozostała
część zespołu pomaga wciągnąć go na plażę i obrócić
we wstecznym kierunku. Wysyłamy część drużyny ze sprzętem
w kierunku katamaranu, reszta płynie w pław. Na miejscu
czeka na nas suto zastawiony stół, na którym czeka rybna
lasagne'a. Zapada cisza świadcząca o wysokim poziomie
kulinarnym podawanych tu potraw. Po energetycznym posiłku czeka
nas długa podróż. Kapitan ostrzega, że będzie bujało.
Poprzedniej trzygodzinnej podróży mile nie wspominamy. Nie ma
opcji przebywania pod pokładem. Wszyscy po chwili pojawiają się
na trzecim, najwyższym pokładzie. Płyniemy pięć godzin. Fale
są ogromne. Staramy się spać. Niebywałymi atrakcjami są jednak
latające ryby, potrafiące przelecieć kilkanaście metrów (na
jednym ze zdjęć w czerwonym kółku) oraz trałowanie za
łodzią woblerów na tuńczyki. Dopływamy do Santo Antao, wyspy
położonej najbardziej na północ. Niestety nie udało nam się
nic złapać. Jesteśmy tak wyczerpani podróżą na falach, że
kołysząca w porcie łódź nie przeszkadza nam
w oglądaniu filmu. Po seansie na stole pojawiają się
pieczone udka kurczaka. Jesteśmy wykończeni. Wszyscy idziemy do
kajut ze świadomością porannej pobudki. Jutro czeka nas kolejna
atrakcja- trekking po malowniczej wyspie. Z pozdrowieniami-
Ekipa AA Men