Dla mężczyzn z pasją

Relacje z Cabo Verde

Tym razem w przeciwnym kierunku, niż dzień wcześniej na trekking.Towarzyszy nam, podobnie jak wczoraj, Eduardo Gomez - światowy autorytet w dziedzinie kanioningu. Po przybyciu na miejsce otrzymujemy profesjonalny sprzęt - pianki, uprzęże, kaski - oraz krótki instruktaż. Z pełnym ekwipunkiem zaczynamy podejście pod górę, aby rozpocząć ekscytującą zabawę. Po blisko godzinnym stromym podejściu zatrzymujemy się przy wejściu do kanionu. Gdy rozpoczyna się pierwszy zjazd na linie w nieznane, emocje sięgają zenitu. Nie wiemy jeszcze, że od teraz adrenalina będzie rosła z każdą chwilą. Pierwszy zjeżdża Eduardo, demonstrując co mamy wykonywać i w jakiej kolejności. Nad poprawnością naszych działań na górze czuwa polski ekspert od kanioningu - Piter, wnosząc jednocześnie spokój i opanowanie oraz udzielając bezcennych rad. Gdy powoli przyswajamy sobie zjazdy na linie w szczelinach kanionu, nadchodzi szczyt emocji. Tobogan to najbardziej efektowny element całego kanioningu. Siadamy na skraju skalnej półki, kładziemy się na plecach na niemal pionowej ścianie i rozpoczynamy kilkumetrowy zjazd w nieznaną czeluść, zakończony pionowym skokiem do wody w znajdujące się pod nami małe jeziorko. Adrenalina sięga czubków głowy, u każdego wzbudzając maksymalne emocje. Po takich wrażeniach, dumni z siebie, zatrzymujemy się na południowy posiłek. Podobnie jak dzień wcześniej przygotowany przez Eduardo. Posileni ruszamy dalej. Jeszcze kilka efektownych zjazdów na linie i prawie koniec zabawy. Prawie, gdyż na zakończenie mistrz Eduardo przygotował niespodziankę. Po przejściu kilkunastu metrów wąską betonową rynienką nad urwiskiem, dochodzimy do sporej wielkości betonowego basenu. U jego stóp znajduje się ogromna skała, z której można poskakać do wody. Skoki z różnych wysokości wydają się uzupełnieniem całodziennych emocji. Powrót busem do Porto Novo przebiega szybko. Po drodze żegnamy się z naszym przewodnikiem Eduardo. Z ostatnimi promieniami słońca ruszamy na sąsiednią wyspę. Kolacja na katamaranie przebiega przy rozmowie o wrażeniach z kończącego się dnia. Niechętnie wstajemy od stołu, lecz powoli dociera do nas fakt, że jutro trzeba wcześnie wstać. Nasza wyprawa dobiega końca. Rankiem desant do portu w Mindelo, skąd mamy odlecieć do Lizbony. Dzień 9 Pobudka wczesnym świtem. Ostatnie pakowanie bagaży, ostatnie śniadanie, ostatnie widoki na Cabo Verde... Pakujemy się do naszej łodzi i na kilka kursów desantujemy na brzeg. Tam czekają już na nas zamówione busy, które przetransportują nas i nasze bagaże na lotnisko. Po przybyciu okazuje się, że samolot do Lizbony jest opóźniony o 2 godziny. Czas na lotnisku dłuży się. Wreszcie wsiadamy na pokład i start! Przez okna samolotu rzucamy ostatnie spojrzenia na Cabo Verde - zakątek świata, który dostarczył nam tylu wrażeń i emocji. Lot przebiega bez zakłóceń. W Lizbonie lądujemy już w godzinach wieczornych, uwzględniając spóźnienie samolotu i różnicę czasu. Szybki transfer do hotelu i wyjazd na kolację na mieście. Po smacznym posiłku chwila na nocne podziwianie portugalskiej stolicy, tętniącej życiem i muzyką. Do hotelu wracamy sporo po północy. Dociera do nas świadomość, że ekscytująca wyprawa dobiega końca. Rankiem lot do Warszawy i powroty do domów, rodzin, pracy i codziennych obowiązków. Jednak świadomość, że widoków, wrażeń i emocji ostatnich dni nie odbierze nam nikt, jest bezcenna. Warto było... Ekipa Cabo Verde Relację z tego dnia przygotował jeden z jej szczęśliwych uczestników Robert Wojteczek.

Lokalizacja


Galeria

O wyprawie

Cabo Verde

Rzuć wszystko, pakuj się i jedź na Cabo Verde!

Cabo Verde - rajski zakątek Oceanu Atlantyckiego

więcej »

Sonda